Łaską, którą otrzymałam…

Awantury
w domu, dźwięk tłukących się butelek, wybite szyby w oknach… noce kiedy trzeba
było uciekać do pobliskiego lasu lub do sąsiadów przed człowiekiem, który
groził mamie że ją zabije… dni kiedy wszystko wracało do normy i znów się
sypało… strach w oczach matki… Będąc dzieckiem miałam nadzieję, że jeśli będę
bardzo się starała, była najlepsza w szkole i bardzo grzeczna to zasłużę na
miłość moich rodziców. Myślałam, że jeśli będę naprawdę dobra to tata nie
będzie pił i bił mamy. Ale tak się nie stało. Było coraz gorzej.

Płakałam
i czułam się bezradna. Chciałam umrzeć. Chciałam umrzeć, bo nie udało mi się
zmienić własnego ojca – on nie mógł przestać pić, nawet dla własnej rodziny.
Chciałam umrzeć, bo zaczęłam wierzyć, że to co słyszałam z ust pijanego „pana i
władcy naszego domu” jest prawdę – że nie jesteśmy nic warci. Bezradność i
rozgoryczenie po porażce zrodziło złość i agresję. Coraz trudniej było mi
zapanować nad łzami. Patrzyłam na pijanego ojca i prosiłam Boga, żeby przestał
pić. A kiedy już myślałam, że przestał, zaczynał na nowo i na nowo… Niekończąca
się historia.

Nawet
nie wiem kiedy złość przerodziła się w najgorsze uczucie na świecie – w
nienawiść. Nienawiść do ojca, który alkoholikiem, bunt przeciwko domowym
awanturom, wściekłość na matkę, że nie chce już tworzyć z nim prawdziwego
małżeństwa, kompleksy, grzech – to wszystko zaczęło wypełniać moje życie. Wiedziałam,
że kocham moich rodziców, ale nienawiść to tego co zrobili z życiem naszej
rodziny była silniejsza. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie słowa „kocham” – żadne
z nas. Ale słowo „nienawidzę cię”, „powinieneś umrzeć”, „idź do diabła” – te
słowa przychodziły łatwo.

Byłam
wściekła na nich, na siebie i nawet na Boga, że nie chce mnie wysłuchać i
uzdrowić mojej rodziny z tego wszystkiego. A on wtedy dał mi przyjaciół, którzy
pokazali mi, że obok mnie przez cały ten czas był ktoś, kto nigdy nie zawiódł –
że obok mnie był Jezus, a ja zaślepiona szałem nienawiści i bezsensownymi
decyzjami po prostu Go ignorowałam… Modlitwa zaczęła dawać mi radość, relacje w
domu wyciszyły się na przełomie lat, nauczyliśmy się z tym wszystkim żyć i
akceptować się nawzajem. Ale miłość i radość z przebywania w domu nie wróciła.
Czarodziejskie zaklęcie nie zadziałało – ból tamtych lat przeżytych w strachu o
siebie i bliskim pozostał. Przez wiele lat powtarzałam sobie – muszę zapomnieć
o tym co było, ale nie mogłam, nie umiałam. Chciałam powiedzieć do rodziców, że
ich kocham, ale nie umiałam. Nie miałam odwagi. Poczucie żalu i strach przed
odrzuceniem były silniejsze, chociaż widziałam jak bardzo tata pragnie wszystko
naprawić, zmienić się, pokazać że mnie kocha.

Kiedy
trafiłam na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie nie miałam
żadnych oczekiwań. Zwykły, słoneczny dzień. Chciałam tam po prostu być – nie
prosząc o nic i niczego nie oczekując. Ale Chrystus postanowił sprawić, że ten
dzień i ta Eucharystia będzie czasem przemiany. Kiedy usłyszałam głos mówiący o
przebaczeniu, które może dać prawdziwą wolność nam samym po prostu jej
zapragnęłam. Poczułam obecność Chrystusa, który ciepłym dotykiem swojej ręki
zdejmuje z mojego serca jakiś olbrzymi ciężar. W jednej chwili pomyślałam o
rodzicach i moim rodzinnym domu. Zobaczyłam jak bardzo go kocham i po 22 latach
byłam w stanie przebaczyć. Bezwarunkowo przebaczyć każdy dzień w moim życiu
kiedy moi rodzice zadawali mi ból swoim zachowaniem. Przebaczyłam przed Bogiem
i przed samą sobą. Wszystko stało się w moim sercu – uzdrowionym przez Boga,
który jest Bogiem Miłości. To najpiękniejszy dzień w moim życiu. Dzień przebaczenia
i prośby o nie. Dzień pojednania.

Następnego
dnia w wypadku zginął mój tata. Myśl, że zdążyłam mu wybaczyć była niesamowita
ulgą. Tamtej nocy po raz pierwszy modliliśmy się wspólnie całą rodziną. Po raz
pierwszy w życiu. Nagle słowo „kocham” stało się dla nas naturalne. Zniknął
żal, smutek i pretensje. Dziś wiem, jak wielką łaskę otrzymałam tamtego dnia.
Przebaczenie uwolniło moją rodzinę  i
przede wszystkim mnie samą niszczącej, w każdym aspekcie, życie nienawiści, a
przemieniło ją w miłość. Miłość, która nie mogła istnieć w serce przepełnionym
żalem i strachem.