Uzdrowienie wewnętrzne

Szczęść Boże!

Pierwszy raz na Mszę z modlitwą o
uzdrowienie i uwolnienie przyszłam na początku br. Wcześniej dużo modliłam się
na różańcu, także Nowenną Pompejańską. Maryja dała mi siłę, pomogła rozwiązać
pewne sprawy, przede wszystkim wskazała drogę i wierzę, że dzięki Jej
wstawiennictwu znalazłam się na tych Mszach.

Moją intencją było wyproszenie
potrzebnych łask dla mojej rodziny oraz dla mnie samej, szczególnie o
uzdrowienie wewnętrzne, w sferze psychicznej i emocjonalnej, łaskę nawrócenia
dla nas wszystkich oraz pomoc w życiu codziennym, błogosławieństwo Boże w
sprawach osobistych i zawodowych, zdrowie fizyczne, łaska przebaczenia oraz
wszystko czego nam potrzeba najbardziej, a o czym Pan Bóg wie najlepiej.
Prosiłam Ducha Św., aby działał, tak jak On uważa za słuszne, oddając się Mu
całkowicie, również wzywałam wstawiennictwa Maryi.

Na pierwszej Mszy doznałam zaśnięcia w
Duchu Św., czego skutkiem było uzdrowienie wewnętrzne, emocjonalne, nawrócenie,
o które prosiłam. Duch Św. „pokazał”, jak wielki jest Bóg, a jednocześnie
z jaką miłością i delikatnością traktuje mnie i każdego innego człowieka.
Uwolnił mnie z pewnego grzechu, który przerodził się w nałóg, wcześniej się
wyspowiadałam. Uwolnił nawet z używek, które oczywiście źle wpływają na
organizm, tym samym okazał swą troskę nawet w tak przyziemnych i małych
sprawach. Bóg pokazał, czym jest w Jego oczach grzech, jednak zrobił to z taką
delikatnością i miłością, bez oskarżeń, pokazał, że oczywiście obraża Go, ale
przede wszystkim to my sami cierpimy przez grzech i jego konsekwencje, jak
wiele tracimy. Zrozumiałam, że muszę unikać grzechu, na ile to możliwe, Pan Bóg
dał mi do tego siłę.

Po tym doświadczeniu działania Ducha Św.
poczułam się jak nowo narodzona, obmyta, radosna, szczęśliwa, bardziej odważna,
otwarta na innych ludzi, życzliwa i serdeczna, uzyskałam ogromny spokój.
Świadoma swoich krzyży w życiu, teraz jednak silna do ich znoszenia ciągle
myślałam o Bogu, odczuwałam potrzebę mówienia o Nim innym ludziom. Szczególnie
o Jego wielkości, miłości i dobroci. Tak jest do dziś.

Na tym etapie Duch Św. pokazał mi wiarę
na płaszczyźnie bardziej rozumowej, nie zaś uczuciowej, czy emocjonalnej. Jak
napisałam wcześniej uleczył moje emocje, psychikę, ale również wskazał, jak
żyć, aby mój stan głównie psychiczny, a nawet, fizyczny na przyszłość był w
dobrej kondycji.

Duch Św. pokazał, że życie tu na ziemi
jest tylko pewnym etapem, bardzo krótkim, w stosunku do tego, co będzie po
śmierci. Z drugiej strony życie tu na ziemi jest darem i konieczne, abyśmy je
przeżyli właściwie. Świadomość tego wszystkiego dodała mi siły, zrozumiałam, że
te trudności, które przeżywam i może będę przeżywać w przyszłości, w
perspektywie życia wiecznego są maleńką chwilą. Ogromnie mnie to umocniło.
Ponadto Bóg pokazał, iż czyny w życiu człowieka są równie ważne, co modlitwa,
szczególnie te wypływające z miłości, gdy pomagamy innym w ich problemach,
zmaganiach, gdy pozbywamy się swojego egoizmu. To zrozumienie zaowocowało
polepszeniem relacji z innymi ludźmi, szczególnie z członkami mojej rodziny,
porzuciłam swój egoizm, stałam się bardziej otwarta na potrzeby i sprawy
innych, szczególnie bliskich.

Zyskałam również jeszcze większy dar
modlitwy, pogłębiła się też moja relacja z Panem Bogiem. Ponadto zyskałam
ogromną chęć czytania Pisma Św., które obecnie jest dla mnie żywym słowem Boga
skierowanym do wszystkich ludzi, ale również do mnie osobiście. Zrozumiałam, że
w Piśmie Św. są wskazówki, co do naszego życia, a życie wg. wskazań Pisma Św.
jest naszym obowiązkiem jako chrześcijan, o czym ja wcześniej niestety często
zapominałam.

Po kolejnej Mszy Pan Jezus uleczył mnie
ze starej sprawy, którą gdzieś głęboko schowałam, z wewnętrznych ran nią
spowodowanych, z poczucia winy, po kilku latach w końcu przebaczyłam sobie
samej. Natomiast w okresie Wielkiego Postu zrozumiałam, czym jest Krzyż,
poczułam też ogromną skruchę w sercu, żal za wszystkie moje grzechy m.in.
przez, które Pan Jezus wziął na siebie Krzyż, chęć wynagradzania za nie, chęć pokuty,
wdzięczność za ogromne poświęcenie dla nas.

Natomiast na następnej Mszy z modlitwą o
uzdrowienie, po słowach kapłana o miłości, o tym że Pan Jezus troszczy się o
nas, chce naszego dobra, chce nas obdarowywać, chce abyśmy żyli pełnią życia,
zrozumiałam, czym naprawdę są te słowa oraz że najbardziej w moim życiu brak
właśnie miłości. Po Komunii poprosiłam Pana Jezusa, aby szczególnie uleczył tę
sferę mojego życia, całkowicie mu ją oddałam….

W momencie, gdy ksiądz zbliżył się z
Najświętszym Sakramentem w stronę, gdzie klęczałam, pobłogosławił nas znakiem
krzyża, poczułam jakby mocne uderzenie siły, która mnie prawie powaliła na
ziemię, ale była to siła bardzo przyjemna, wręcz kojąca, uczucie gorąca. Pełna
miłości, zrozumiałam, że to Pan Jezus przyszedł do mnie w taki zaskakujący
sposób ze swą miłością. Pragnęłam, aby ta chwila trwała jak najdłużej, aby
kapłan nie odchodził z Najświętszym Sakramentem. W wielkim uniesieniu zaczęłam
jeszcze bardziej wielbić Boga pieśniami.

Po powrocie do domu czułam osobową,
wręcz fizyczną obecność Pana Jezusa przy mnie, jako Osobę, dla której jestem
najważniejsza, która mnie kocha bardziej, niż nawet moi bliscy, bo nasza miłość
jest tak ograniczona i taka mała w porównaniu z miłością jaką nam daje Pan
Jezus. Zrozumiałam, że tak właśnie Jezus kocha każdego człowieka, bez wyjątku,
jak małe dziecko, o które się troszczy w każdej sekundzie i w każdej sferze
jego życia, chce być w najmniejszej i najbardziej prozaicznej jego części.
Pragnie, aby też Go kochać, nie zapominać o Nim, Jezus jest Kimś żywym i chce,
aby Mu odpowiadać na Jego miłość, tak jak potrafimy.

Dzisiaj również czuję Jego obecność w
swoim życiu. Czasami oczywiście to odczucie słabnie, jednak modlę się o to, aby
Pan Jezus był przy mnie, zapraszam Go, aby mi towarzyszył, a gdy jest ciężko,
wiem, że jest obok, to daje ogromną siłę.

Miłością, którą otrzymałam od Jezusa
pragnę się dzielić z innymi, nawet stałam się bardziej wrażliwa na cierpienia,
problemy innych. Po  tym doświadczeniu
szczególnie bardziej adoruję Najświętszy Sakrament.

Niektóre łaski otrzymałam od razu, zaś
inne dopiero teraz spływają, np. sprawa, dotycząca mojej rodziny, „rozwiązała
się” dopiero teraz.

Dzisiaj codziennie uwielbiam Boga i
dziękuję Mu za otrzymane łaski  prosząc, aby nigdy nie pozwolił mnie
oraz moim bliskim stracić wiary, zawsze był przy nas i nas prowadził.

Dziękuję!

Chwała Panu!